Pianino i pożegnania czas

10 lutego 1982

To kolejny dzień, gdy budzę się u Arna. I znów mam ciebie, dzienniku, pod poduszką. Cały czas nie mogłem zapomnieć o Sophie, aczkolwiek było mi lżej, gdy opisałem tu kilka rzeczy.

Wynoszę się dzisiaj stąd. A jak nie dziś to jutro. Postanowione. Nie wiem jeszcze gdzie pojadę, ale znajdę sobie jakieś przytulne miejsce. Zanim jednak to zrobię muszę poprosić Arna o jedną, niesłychanie ważną rzecz. Otóż obaj jesteśmy muzykami. Ze śpiewem nam idzie, ale instrumenty są jak najbardziej po naszej stronie. Poprosiłem więc de Gothlenberga o próbkę gry na pianinie. Kocham dźwięk stukania w klawisze, a później wydobywającego się dźwięku spod palców autora. Kiedy już Arn zaczął grać, wziąłem do ręki saksofon i zadąłem w ten do wtóru. Ach! Jak przyjemnie było znów poczuć się wolnym tylko dlatego, że miało się instrument w ręku. A wszystko dlatego, że rodzice, gdy byłem w liceum zabrali mój saks i sprzedali go na aukcji tylko po to, ażebym zajął się nauką. Uzbierałem więc na nowy i ćwiczyłem potajemnie w domostwie mego przyjaciela.

Zacząłem się uczyć grać na tym cudnym, jazzowym instrumencie tylko dla Sophie. Kochała dźwięk saksofonu. Ćwiczyłem zatem całymi dniami, aby tylko jej się przypodobać. Ale jak już wiadomo nie wyszło mi. Tyle zmarnowanych lat dla jednego instrumentu. Tyle godzin spędzonych przy nauce nut. Tyle czasu. A przecież mogłem grać w piłkę jak inni. Mogłem lepiej uczyć się z fizyki. Jednak nie! Saksofon i już.

Wpadłem na dość głupi pomysł.

<słychać brzęk otwieranej walizki, skrzypią zawiasy w drzwiach, do pokoju wchodzi Arn>

– A jednak. – powiedział cichutko – Wyjeżdżasz już dziś?

– Zmusza mnie do tego sytuacja. Mimo to mam ochotę na zrobienie ostatniej, szalonej niesłychanie rzeczy. – odpowiedziałem mu. Zamiast zadać pytanie: jakiej?, Arn jedynie uśmiechnął się, gdyż wiedział, że za moment wyjawię mu mój niecny plan.

– Biorę saksofon i idę na mostek nad Prinsengracht. Zagram kilka piosenek i wyjeżdżam. -skwitowałem krótko.

– Hmmm… – zastanawiał się co odpowiedzieć – Idę z tobą! Co ty na to, abym grał na harmonijce?

Rzecz jasna – zgodziłem się od razu. Graliśmy dobre dwie godziny, potem uciekaliśmy przed policją, która chciała nas złapać za zakłócanie porządku publicznego, aż wreszcie wpadliśmy do domu. Zabrałem swe rzeczy, podziękowałem wszystkim domownikom i pożegnałem się. Nie była to zbyt szczęśliwa chwila, jednak wiedziałem, że tak będzie najlepiej zarówno dla mnie, jak i moich bliskich. Zatem żegnaj Amsterdamie. A może nawet żegnaj Holandio – miłości ma ojczysta, jedyna!

Reklamy

About easyallstars

Do you really want to know something about me? There is nothing to talk about. I'm a normal guy from a small town. I love to listen a music, i hate to see a bad situations that happened to people. My life is like a word - i can create a new one in every moment of my life. I can recognize another one in you, maybe in you? Have a nice time with my blog. Zobacz wszystkie wpisy, których autorem jest easyallstars

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: