Tajemnica złotego słowa, część pierwsza

Uwielbiam takie dni, kiedy przerażony wchodzę do redakcji. Pomieszczenie zadymione, wręcz siwo w nim od dymu. Przedzieram się przez gęste chmury do mojego stolika, przy którym składam papier w całość. Na nic więcej mnie nie stać.
Ogrom pracy przytłacza mnie coraz bardziej, gdyż do jutra muszę złożyć plus, minus 700 numerów. Jestem na czwartym. Co chwilę docierają do mnie chichoty „kolegów” i „koleżanek” z pracy. Szydercze, znienawidzone przeze mnie drwiące śmiechy. To, że nie oni piszą, a ja składam, nie czyni ich przecież lepszymi.

Moim codziennym marzeniem było wstać rano, przetrwać pracę, wrócić do swoich czterech cichych, śmierdzących niedopałkami ścian. W pokoju oprócz lampki i biurka miałem tylko tapczan, a odżywiałem się zazwyczaj tanimi, gotowymi, kupionymi na mieście kanapkami. Nie zachwycałem wyglądem, bo nosiłem zawsze szare, wyciągnięte spodnie, brązową koszulkę (na niej miałem zazwyczaj flanel w czerwoną kratę) i kaszkiet. O butach pisać raczej nie ma co, bo podeszwy miały dziurawe, a na nowe stać mnie nie było. Nie należę do osób wysokich, które błyszczą na tle innych. Miałem blond włosy, jasne niebieskie oczy i ciemną karnację. Buzia była całkiem gładka, dopóki nie porobiły się na niej bruzdy ze starości i zmarszczki.

Siedzieć w domu, zamykać oczy i marzyć. Siedzieć w domu, zamykać oczy i marzyć. Sie-dzieć w do-mu, za-my-kać oczy i ma-rzyć. Brzmi tak banalnie, a ja wciąż nie mam pomysłu jak wbić się do branży. Sie-dzieć. Ma-rzyć. KURWA! Przecież to brzmi jak bajki dla dzieci. Zawsze, gdy oglądam świat pod powiekami to widzę to samo: zielony las, dzikie zwierzęta i tą rudowłosą dziewczynę siedzącą na środku polany półnago. Co to ma znaczyć? Całe życie jestem przecież samotny. Ale ona nie daje mi spokoju.

Poszedłem do mojego przyjaciela, pisarzem znanym był. Siedział w redakcji niedaleko mnie i pisał te swoje opowiadania kryminalne. Co to były za TEKSTY! Krew, morderstwa, brak poszlak, słabi i mocni detektywi, korupcja… Ech długo by wymieniać.
Kiedy zapukałem do jego drzwi to usłyszałem ciche „wejść”. Uchyliłem drzwi, a on siedział z raną w piersi i ledwo zipał. Podbiegam, łapię za szmatę (w zasadzie to rwę swoją flanelę) i robię okład. Biorę pod ramię i chcę z domu wyprowadzić, ale on się zapiera. Nie wiem o co mogło mu chodzić. Wskazał tylko szufladę i leżący na blacie do niej klucz. A potem rzekł:

– Mike, pamiętaj, żeby pieniądze Cię nie zmieniły. Pamiętaj..

I tak wyzionął ducha. Długo zastanawiałem się, o co mogło chodzić. Na sukces i bycie zamożnym skazany nie byłem, więc wydawało mi się, że bredzi. Zabrałem klucz i wybiegłem czym prędzej z kamienicy, w której żył. Na drugi dzień gazety takie miały nagłówki „MORDERCA ZNANEGO PISARZA VASILLIO DA BRAVA NIEZNANY” albo „DON VASILLIO NIE ŻYJE! ZOSTAŁ ZAMORDOWANY W ŁÓŻKU”. Szkoda, że nikt nie wiedział jak było naprawdę. No, prawie nikt.

Reklamy

About easyallstars

Do you really want to know something about me? There is nothing to talk about. I'm a normal guy from a small town. I love to listen a music, i hate to see a bad situations that happened to people. My life is like a word - i can create a new one in every moment of my life. I can recognize another one in you, maybe in you? Have a nice time with my blog. Zobacz wszystkie wpisy, których autorem jest easyallstars

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: