Herbata czarna jak bezsenna noc

Kolejny stracony dzień. Siedzę przybity w swoim zimnym pokoju i nie wiem gdzie mam wsadzić ręce. Mija chyba drugi tydzień, gdy nie jem, leżę pod kołdrą i patrzę nieobecnym wzrokiem w sufit. Na szafce leży kilka pustych paczek po papierosach, opróżniona butelka wódki najgorszego rodzaju i sterta zużytych, lepiących się od smarków chusteczek. Choruję na samotność. Tak nagle cały świat się ode mnie odwrócił i wszystko stanęło do góry nogami.

Odeszłaś tak po prostu. Mimo popełnianych przez wszystkich błędów, tylko mi nie zostały one wybaczone. Pamiętasz jak dziękowałaś mi za bliskość i troskę? A może potrafisz sobie przypomnieć każdą chwilę spędzoną razem?Pluję sobie w brodę za każdą spierdoloną chwilę. Nie umiem powstrzymać się od zagładzania i palenia. Uciekam w świat nierealny, będący fantastycznym wyobrażeniem o lepszym jutrze. Słyszę mole w szafie łapczywie jedzące wszystkie moje ubrania. Nie są mi potrzebne. W końcu i tak nie wychylam nosa z pokoju. Mam wrażenie, że moja egzystencja dobiegła końca. Bo jaki sens ma życie bez Ciebie, Amy?

Zespół lekko zaniedbałem. Czasami odwiedzą mnie chłopacy z flaszką w ręku. Po wypiciu tego gówna nie wiem nawet czym mam wymiotować. Mój organizm wypluwa hektolitry żółci prosto z żołądka, bo nic innego tam nie zalega.Czemu nie mogę niczego naprawić? Czy to zawsze musi być tak ciężkie? Nienawidzę miłości za to, że jeśli już zaczyna się układać to musi się spierdolić. Ile jeszcze razy kopniesz mnie w dupę? Na początku zabrano mi pamięć i Ciebie. Kiedy już wszystko wracało do normy, na nowo zabierane mi są chęci, Amy, potrzeby egzystencjalne i wszystko co miałem. Hektolitry wylanych płynów etanolowych, łez, tony słów i obojętne już na ten temat twarze przyjaciół to wszystko, co mam. Ginę w swoim urojonym świecie i muszę powrócić do normalności. Ale jak to uczynić bez Ciebie? Na te pytania długo nie znajdę odpowiedzi.

Tak bardzo kocham sen. Uwielbiam tulić się do poduszki, która nadal pachnie Twoimi słodkimi perfumami. Nie chcę jej prać, żeby nie stracić wspomnienia bliskości Twojego ciała. Nie chcę egzystować bez dotyku Twoich rąk. Nie chcę być bez…

Zbyt łatwo to wszystko mi chyba przyszło, abym mógł cieszyć się pełnią życia teraz. Nie ma nic gorszego niż pierdolona samotność przypominająca o sobie w każdej sekundzie doby. Już wiem, po co miałem te dwie strzykawki w szufladzie. Na wszelki wypadek. Abym kiedykolwiek mógł spróbować tego, od czego uciekałem. Herbata w kablach to nic chwalebnego, ale chyba już najwyższy czas spróbować.

Reklamy

We śnie

VII

Widzę Ciebie i mnie. Każdy nasz gest, który uczyniliśmy w swoją stronę. Każde nasze spotkanie. Coraz częściej Cię widuję i coraz rzadziej tracę znów pamięć. Czy zawsze byliśmy tak blisko siebie? Nie chcę tego teraz pamiętać. Chcę być przy Tobie i wsłuchiwać się w rytm bicia Twojego serca kiedy się przytulamy.

Odejdę jeśli trzeba. Nie chcę Cię męczyć swoją obecnością ani sprawiać Ci ból. Jest 2:15, a ja piszę kolejny, szufladowy list. Czy uskuteczniam to dlatego, że łatwiej mi wszystko pamiętać? A może uciekam od szarej rzeczywistości dni codziennych i staram się wrócić barwy mojemu życiu? Prostota zachowań człowieka czasami doprowadza mnie do stanu agonalnego. Patrzę na te społeczeństwo i wiesz, Amy, głupieję gdy widzę jak niezgrabnie poruszamy się we własnej przestrzeni. Widok takiego przedstawienia jest dla mnie bolesny, gdyż zawsze wierzyłem w potencjał ludzkości. Teraz tracę wiarę we wszystko.

Czy przyjdziesz do mnie nocą? Usiądziesz obok i we śnie pocałujesz me czoło a później położysz się obok i zaśniesz wtulona? Czy będzie mi dane móc ujrzeć Twoją twarz zaraz po przebudzeniu? A może sen się zerwie i po prostu uciekniesz?

Nie chcę niczego oceniać. Nie umiem na to obiektywnie patrzeć. Nie potrafię odejść od Ciebie na krok. Nie piszę tego, bo chcę pokazywać Ci w taki a nie inny sposób uczucia. Piszę, bo chcę wyrzucić z siebie wszystko, czego nie jestem w stanie powiedzieć – wstydzę się.

Całe życie zabraniano mi mówić o tym, co kryje się głęboko we mnie. Robili ze mnie maszynę do pisania i skurwysyna. Pozwól mi dla Ciebie zrobić coś więcej i być. Chociaż raz, na zawsze, za wszystko.

Twój oddany,
Angus.


Uciekałem z tego w miejsca w te…

VI

Dźwięki. Wszędzie zawsze je słyszałem. Nie ważne czy był to szum morza, czy może szelest wśród traw. Zawsze otaczała mnie muzyka. Nie wiem czemu, ale mogę porównać moją Amy do tego zjawiska przenoszonego przez fale dźwiękowe. Jest dla mnie tak samo tajemnicza jak każda nuta, którą kleję w akord. Cudownie tak codziennie patrzeć na zdjęcia, na których widnieje jej twarz.

*
Wracam do domu i nagle czuję mocne uderzenie w tył głowy. „Kurwa, byle tylko znów nie stracić pamięci” – myślę sobie. Nie wiem co, kto i czym mnie trzasnął w łeb, ale było mi to chyba potrzebne do podjęcia właściwych decyzji.. Spojrzałem na zegarek, jest 21:15. Znów myślę o niej i chcę napisać kolejną piosenkę tylko po to, aby wiedziała, że każde słowo opisuje jej twarz, ciało i charakter.

*
Gdzie się podziałaś? Przecież zasypialiśmy razem i budzę się samotny. Czemu moja egzystencja jest obecnie tak bardzo uzależniona od Twojej osoby? Nie odpowiesz mi zapewne, gdyż nie masz odwagi. Nawet nie mówisz mi nigdy o swoich uczuciach… dajesz tylko znaki. Czasami sygnały, które wysyłasz są bardzo sensowne, myślę sobie wiele. Jednak po chwili wolę myśleć, że to nic nie znaczy, gdyż nie chcę się zawieść.

*
Pamiętam jak siedzieliśmy na korytarzu i delikatnie dotykaliśmy swoich dłoni. Tak bardzo baliśmy się wejść do ciemnych pomieszczeń zwanych pokojami. Melodia krwi nie umiała grać, jednak chemia między nami rosła. Czemu to wszystko wygląda jak romans nie mam najmniejszego pojęcia, ale pasuje mi bardzo. Chyba na zawsze zapamiętam już Twoją uśmiechniętą twarz i zielone oczy. Przytulaj mnie częściej, łaskocz swoimi długimi, brązowymi włosami.

*
Uciekałem z tego miejsca na drugim końcu miasta w te dźwięki. Za każdym razem, gdy było mi źle grałem. Uciekałem tak daleko, że traciłem rachubę czasu. Uwierz mi, że byłem dalej niż możesz zajść kiedykolwiek. Popatrzmy na całokształt… Czemu jesteśmy tak blisko, gdy się upijamy? Czy bez tej używki nie poradzimy sobie? Daj mi jakiś znak.. Nawet w piątek. Niech to nie będzie pechowy 13 dzień.. Niech da nam szczęście jakiekolwiek.. Znów..


Kolejna dziwna noc

V
Upiłem się kolejny raz. Nie wiem czemu miałem ochotę na imprezę i urżnąłem się jak świnia. Byłaś tam ze mną i musiałem coś spierdolić. Jak zwykle po pijaku robię jakieś głupie rzeczy, mówię jeszcze gorsze. Chciałbym to naprawić, jednak nie wiem w jaki sposób. Jesteś Amy, jesteś blisko. I nie chcę tego stracić. Oddalasz się i znów przychodzisz. Ale jesteś.

*
Znów mi się śniłaś. Spałem słabo. Był jednak to najpiękniejszy sen jaki mogłem mieć. Widziałem oczyma wyobraźni jak spędzasz ze mną większość życia. Spędzaliśmy wspólnie każdy wieczór. Jesienią spacerowaliśmy z psem po parku. To było piękne, ale jak wszystko… Musiało się skończyć.


Klaustrofobia

IV
Czuję się tak dziwnie. To kolejny raz kiedy spotykam Ciebie, Amy, na mej drodze i jest nam tak dobrze. Nie wiem jak to odbierać. Jesteś z kimś, kto nie znaczy dla mnie nic. Jest między nami tak dobrze. Kocham to, gdy mogę Cię pocałować. Uwielbiam, gdy jesteś obok i dotykasz swoją dłonią moją.
Na początku niechętnie, nawet jakby obco opierałaś się spotkaniu ze mną. Nie chciałaś nigdzie wyjść, pojawić się koło mnie. A teraz jest tak pięknie. Dzieje się to dziwnie, jednak kocham gdy Twój język masuje mój. Niesamowitym momentem jest, gdy w Twoje włosy wplatam swe ręce i dotykam Twojej głowy.

*
To było wczoraj. Przyszedłem wypić spirytus z chłopakami do Twego pokoju. Od początku wydawało mi się, że coś jest nie tak. Nie chciałaś nigdzie wyjść, dużo nie mówiłaś. A później się zaczęło. Dwór, ławka, nasze wargi złączone razem… Dłonie splecione, ciała dotykające się. Powiedz mi jak tak bardzo możesz na mnie wpływać? Jak tak bardzo możesz mnie zmieniać? Wiem, że moje serce to moja słabość… Zbyt szybko oddaję się Tobie… Chciałbym zachować choć część tajemnicy, ale nie potrafię. Uwielbiam Cię w każdym calu i pragnę Cię każdym calem mego ciała. Amy… Proszę wróć nawet teraz i bądź obok.

*
Pojawiałaś się zawsze i znikałaś za moment. Czemu? Nie mam najmniejszego pojęcia. Mój mały ciasny pokój był zawsze takim wielkim kiedy byłaś obok. Teraz mój lęk przed samotnością mogę nazwać klaustrofobią…


Skowyt umysłu

III.
Przebudziłem się bardzo wcześnie, bo o 4 nad ranem. Nie była to spokojna noc. Cały czas dręczyły mnie koszmary i nie mogłem zapomnieć o tym,  co zrobiła Amy. Nie wiem czy będę mógł zaufać już komukolwiek. Chyba najbardziej bolesne jest to, że oddałem jej całego siebie a zostałem potraktowany jak szmata do podłogi, bo przez jakiś czas nie byłem w stanie normalnie funkcjonować. Coraz rzadziej ją widzę. Od ostatniej wizyty w sumie w ogóle jej nie widuję. Jak mam to odbierać?
Dzisiejszy dzień miał być bardzo przyjemny. Najpierw próba z zespołem, który o mnie nie zapomniał. Następnie wyjście do pubu na kufel dobrego, zimnego piwa. Ale jak zawsze wyszło inaczej.

*
Idę ciemną ulicą i jest całkiem spokojnie. Gdzieś w zaułku pies skowyczy do księżyca. Słyszę także przyśpieszone oddechy uprawiających seks ludzi. Może to Amy z nowym facetem? Przecież jestem w pobliżu jej domu. Nienawidzę tych chwil, kiedy znajduję się w pobliżu domostwa kobiety, którą kocham i wiem, że już nie będę z nią nigdy. Przechodzę kolejne metry i widzę jakichś zbirów pod pubem czekających zapewne na jakiegoś młodzieniaszka w celu obicia mu mordy. Czemu tak musi być?

*
Podniosłem raptownie głowę z poduszki i nie wiedziałem czy to sen czy już jawa. Na zegarku widniała godzina 4 am. Co to było do cholery? Dlaczego mam tak dziwne sny? Położyłem głowę na poduszce i znów zapadłem w sen.

*
Znów ta sama uliczka. Te same dźwięki. Ale coś jakby się zmieniło. Jest jaśniej. Gdzieś w oddali majaczą ludzie, bliżej widzę biegające zwierzęta i szczury. W końcu taka dzielnica. Jest jednak jeszcze coś. Coś co nie daje mi spokoju. Znów skowyt… Znów odgłosy kochanków… I słyszę Amy. Jak płacze i wyzywa samą siebie. Krzyczy na kogoś. Ale teraz nie wiem czy jest to wynik histerii czy tego, że coś się stało. Wchodzę ostrożnie do jej domu. Koło głowy przeleciał mi talerz. Idę dalej, do kuchni, i widzę Amy z Brandonem, jej nowym chłopakiem. Kłócą się.. A ona mówi, że chciałaby aby on był jak ja. Uniósł rękę i … się obudziłem.

*
Mózg znów płata mi figle. Skowyczy w stronę księżyca i nie daje mi spać. Bo chyba nie chcę nigdy więcej zasnąć.


Spotkałem, żałowałem

II
Jakiś czas temu spotkałem Amy. W sumie „spotkałem” to zbyt duże słowo. Po prostu dostrzegłem ją na skrzyżowaniu Flower’s Road i Evil Alley. Szła z jakimś chłopakiem za rękę. Dziwnie szybko o mnie zapomniała. Prawdę mówiąc to mnie pierwszemu przeszło, ale to przez ten cholerny wypadek. Szukałem jej przecież tyle czasu po nim. Nawet mnie nie odwiedziła.
Krzyknąłem do niej z daleka. Jednak gdy tylko się odwróciła i ujrzała mnie stojącego jakieś 20 metrów za nimi, to przyspieszyła kroku i znów uciekła kolejny raz z mojego życia. Chciałoby się rzecz, że życie płata nam figle. Nie spodziewałem się jednak jak bolesną zabawą może to być.

*
10 marca 1998 rok. Mam 7 lat i jestem na boisku. Bawię się  z jakimiś znajomymi w policjantów i złodziei. Czemu nie poznają żadnej twarzy? Co się z nimi stało? Jeden z chłopców stojących ze mną na murawie ma niebieskie oczy i bardzo jasne blond włosy. Kolejny zaś to mulat. Ojciec jego na pewno był murzynem i dziecko to odziedziczyło po nim szeroki nos i wielkie wargi. Było tam jeszcze kilka osób, jednak te dwie są tak charakterystyczne, że nie mogę od nich oderwać wzroku. Ktoś coś krzyczy, nagle się rozbiegamy….

*
Wieczorem Amy mnie odwiedziła. Nie chciałem z nią zbytnio rozmawiać po tym co zaszło na ulicy, ale chęć poznania prawdy przemogła wszystko. Usiedliśmy u mnie na łóżku, przytuliła mnie i odsunęła się nieznacznie. Zaproponowałem herbatę albo kawę. Amy chciała jednak szkocką z lodem. Przyniosłem więc szklankę whiskey, lód a sobie herbatę. I wtedy zaczął się armagedon. Przepraszała mnie za dzisiejsze zajście. Myślała po prostu, że to wszystko jej się wydaje. Nie pamiętałem przecież niczego tak długo. Rzuciła mnie, jak się okazało, dlatego że nie mogła znieść faktu nierozpoznawania jej. Teraz ma nowego. Nie chce do mnie wrócić, bo zakochała się po uszy przez ten rok, kiedy mnie nie było. Przecież nie będę trzymał jej na siłę. Oby była szczęśliwa. Te myśli były najgorszymi jakie mogłem wtedy snuć. Przecież nienawidzę tego gościa. Najchętniej bym wziął nóż i wbił mu w serce. Jakim prawem on w ogóle do niej podszedł i starał się ją podrywać, aż mu wyszło? Czy też widział jej cudowne, nagie ciało? Te pytania nie dawały mi spokoju całą noc.

*
Mansfield. 2 grudnia 2008 rok. Jestem na scenie. Trzymam w ręku swoją gitarę i nagle palce pływają mi po gryfie. Słyszę dźwięki jakie wydobywam ze sprzętu. Widzę jak Zacc spina się, żeby tylko dobrze zaśpiewać. Matt daje po garach jak należy. Scott już zaczął grać solo. A gdzie jest bass? Tommy jak zwykle zaćpany leży za piecem i nieudolnie brzdąka po strunach. Jednak publice się to podoba. Dopiero teraz słyszę ryk tłumu. Dostrzegam powoli ruchy ciał obijających się o siebie i wydających dziwne, niezrozumiałe dla ucha dźwięki.

*
Po wyjściu Amy usiadłem do gitary. Grałem całą noc. W głowie kotłowała mi się chyba setka myśli. Mój pokój zrobił się nieprzyjemnie mały i ciasny. Miałem wrażenie, że ściany kurczą się tak bardzo, jakby chciały wgnieść nogi w tułów. Chora to była noc. Nie biorę i nadal zastanawiam się na co mi ta strzykawka w szufladzie… Jak widać można mieć fazę bez wspomagaczy.
Zobaczyłem ją na tej ulicy, spotkałem pierwszy raz od tak długiego czasu. Już tego żałuję.